Witam!
Od dawien dawna nie gościłam na tym blogu. Ale cóż, dużo wyjazdów i problemy z netem, tak mogę to wyjaśnić.
Po powrocie z wakacji postanowiłam, że czas wrócić do jazdy konnej, ale nie tak, jak wcześniej. Tamten instruktor w ogóle mnie nie uczył, tylko stał, gadał ze znajomymi i krzyczał od czasu do czasu coś ledwie zrozumiałego. Na początku miałam do tego dystans, ale potem ledwie wytrzymywałam. W końcu zerwałam kontakt z tamtą stadniną i w ogóle nie wiedziałam, co dalej począć z moją końską pasją. Ostatecznie odstawiłam ją na margines.
Konie to moja pasja od wczesnego dzieciństwa i okropnie by było to tak po prostu zostawić. I będąc na moim miesięcznym kursie angielskiego w UK, doszłam do wniosku, że mogłabym powrócić do tego. No bo jak? Prowadzę blog o koniach, ale nie jeżdżę. Trochę wstyd, co?
Uparłam się do takiego stopnia, że po powrocie poprosiłam rodzinę o jakieś dobre lekcje jazdy. I co? Znaleźliśmy całkiem przyzwoitą, dobrą szkółkę jazdy o nazwie La Scalla.
Lekcje zaczęły się wkrótce po konsultacjach i powiem Wam szczerze, że nie było łatwo powrócić do czegoś, czego się dawno nie robiło. Mimo tego, mam na tyle determinacji, a przy tym świetną instruktorkę, by robić to dalej.
I tego Wam życzę, żebyście się nie poddawali w Waszych marzeniach; zarówno tych końskich, jak i nie-końskich. Moja nauczycielka jazdy mówi, że pasja i determinacja są bardzo ważne. Więc i wy miejcie ich jak najwięcej, by spełnić marzenia.
A więcej o moich przygodach z jazdą konną w następnych postach:)
horsefan
To blog opowiada o mojej końskiej pasji. Piszę tu o koniach i jeździectwie, mojej wielkiej miłości, o figurkach koni, które zbieram, marki Schleich-S... niemal o wszystkim, co jest związane z końmi.
Zapraszam do czytania!
Zapraszam do czytania!
Strony
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 31 sierpnia 2014
czwartek, 1 maja 2014
O Dubaju cz. 4
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wygląda meczet od
środka? Owszem, zdjęcia w Internecie, w wiadomościach w telewizji są. Wszędzie
są pokazane jakieś szczątkowe części, niby wszystko wygląda tak samo, kolorowo
(mam na myśli strefę dla mężczyzn i strefę dla kobiet). To pytanie nurtowało
mnie odkąd dowiedziałam się, że mamy w Kościele katolickim takie święto jak
Dzień Islamu, które obchodzi się w styczniu.
Jestem z Gdańska, w którym – jak pewnie wiecie – znajduje
się jeden z nielicznych meczetów w Polsce. Zapraszają tam od czasu do czasu na
wycieczki i lekcje kulturoznawcze do minaretu. Ja nie miałam niestety okazji
tam pójść, ze względu na obowiązki i moje wygospodarowanie czasu.
Ale tak! W Dubaju nadarzyła mi się okazja na odwiedzenie
meczetu. Byliśmy w tej biedniejszej części (tym razem) Zachodniej, a nie
Wschodniej Dżumajry. Idąc sobie ulicą widzieliśmy jakieś miejsce do modlitwy co
kilka metrów – raz na parkingu zobaczyliśmy miniaturkę meczetu, przed którym
modliła się grupka podróżnych. W końcu naszym oczom ukazała się pięknie
ozdobiona świątynia, pełna arabskich zdobień. Od razu ją poznałam z naszego
przewodnika – według niego to jedno z niewielu świętych miejsc muzułmańskich w
Dubaju, gdzie wpuszcza się „niewiernych”. Gdy podeszliśmy do jakiegoś Araba i
zapytaliśmy się go, czy można tam wejść, powiedział, że nie, ale możemy się
najwyżej porozglądać, nic ponadto. Już byłam załamana, a moja rodzina zaczęła
rozmawiać między sobą, że w przewodniku musi
być błąd. Weszliśmy jednak do ogrodu przy meczecie i oglądaliśmy go od
zewnątrz. Przechadzaliśmy się akurat obok drzwi z napisem: „Area only for women”, co znaczy, że to wejście do strefy dla
kobiet. Na schodkach siedziała jakaś muzułmanka, trochę przy kości, z różowym
hidżabem (to taki sposób zawiązywania chusty w islamie) na głowie. Zapytała się
nas, czy chcielibyśmy wejść i obejrzeć meczet od środka. My odpowiedzieliśmy
jej, że po to tu przyszliśmy.
Gdy mój tato chciał pójść razem z nami, kobieta oznajmiła
mu, że nie może wejść do strefy dla kobiet, a ona z kolei nie może go
wprowadzić do męskiej części, gdyż sama nie ma tam wstępu. Tak więc,
zostawiłyśmy tatę samego, a ja o mały włos nie dostałam kręćka z radości. Wiem,
że to dziwnie brzmi, ale ja mam bzika na punkcie różnych religii, narodowości i
kultur, więc nie zrozumcie mnie źle.
Drzwi były niemal jak wrota do innej
rzeczywistości. U nas
mamy na wejściu tylko wodę święconą, a dalej tylko rzędy ławek, w
których
siadamy. No, i konfesjonały – jakby ktoś chciał się spowiadać. A tutaj:
na pierwszym
miejscu – zdejmujemy buty, bo po meczecie chodzi się na bosaka. Na
drugim –
automat z wodą, ponieważ przed modlitwą należy się umyć (my też
musiałyśmy to
zrobić, bo przy wejściu do meczetu zawsze należy to zrobić). Na trzecim -
toaleta lub łazienka, ale tam nie zaglądałam. Wówczas nasza
przewodniczka
wprowadziła nas do pierwszego pomieszczenia, dosyć małego. Podłoga była
wyłożona specjalnym dywanikiem, na którym były wyhaftowane miejsca dla
modlących się. Z przodu widniała mała nisza, ozdobiona napisami po
arabsku. Wyznaczała kierunek do Mekki. Po bokach były półki z książkami -
każda z nich to był egzemplarz Koranu do poczytania. Co dziwne, na
grzbietach niektórych z nich były tytuły w innych językach niż arabski -
np. po angielsku i francusku - a muzułmanie wierzą, że Koranu nie można
tłumaczyć na inne języki.
Gdy wszystko
obejrzałyśmy, przewodniczka pozwoliła nam pójść na wyższe piętro. Tam
były dwie inne sale do modlitwy - jedna taka jak na dole i druga dla
matek z dziećmi.
Po wyjściu na zewnątrz nie mogłam uwierzyć, że weszłam do meczetu - wszystko wydawało się takie nierealne.
W drodze powrotnej do hotelu mama opowiedziała mi, że z tymi meczetami i możliwością wejścia do nich jest różnie - jak była kiedyś z tatą w Turcji (nie wiem, czy można powiedzieć, że byłam z nimi, bo mama była wtedy w ciąży) i można było wejść do każdego meczetu, z wyjątkiem czasu modlitwy. A tutaj, na Półwyspie Arabskim do takich rzeczy meczety specjalnie się wyznacza.
Mam dla Was pewną ciekawostkę:
U nas, w Europie, weekend to sobota i niedziela. W krajach muzułmańskich weekend to piątek i sobota, gdyż to w piątek idzie się do meczetu.
Kiedy szłam z rodzicami na stację kolejową, byliśmy niemal punktualnie, a okazało się, że pociągi nie przyjeżdżają. Czekaliśmy więc z innymi podróżnymi na korytarzu na stacji. Z pobliskiego meczetu muezini najpierw nawoływali do modlitwy, a potem zaczęli śpiewać cytaty z Koranu. Otwarcie nastąpiło ok. godziny później. A dalej wszystko jest jak na co dzień.
I co? Podoba się?
Pozdrawiam
horsefan
sobota, 22 lutego 2014
O Dubaju cz. 2
Cześć Kochani!
Tutaj, na zdjęciu powyżej mamy parę młodą, a właściwie ich woskowe mistyfikacje w pokoju zwanym al-hidżla. Pan młody jest, rzecz jasna, ubrany w strój tradycyjny, a panna młoda również (poza tym ma na sobie masę złotych świecidełek). Pewnie się również zastanawiacie, co panna młoda ma twarzy. Czy to są sztuczne wąsy?;) Oczywiście, że nie. To tradycyjna maska noszona dawniej przez muzułmanki (możliwe, że noszą ją nadal, ale tego nie wiem) zwana burką. Tą nazwę nosi również sposób noszenia się przez kobiety w dzisiejszym Afganistanie (tam burka to "suknia", którą kobiety ubierają na siebie, chcąc wyjść poza teren domu, zasłaniająca wszystko łącznie z oczami, osłoniętymi siateczką. Burka w Afganistanie ma najczęściej kolor niebieski).
A teraz widok z tradycyjnej arabskiej kuchni. Nie wygląda zbyt nowocześnie, co? Wyobraźcie sobie, że tak wyglądały kuchnie na Półwyspie Arabskim do XIX wieku, a może nawet do początku XX wieku. Kiedy byliśmy w Heritage House, to jak weszłam do tej kuchni, myślałam, że ten manekin jest żywy...
I to jest koniec z Heritage House.
I to już koniec na dzisiaj:)
Pozdrawiam
Dziś wstawiam drugi post z serii tych o Dubaju, przepraszam,
że dopiero teraz, ale niestety zatrzymało mnie kilka obowiązków szkolnych.
Na czym to ja ostatnio skończyłam?
A, no tak. Heritage House. Ostatnim razem poznaliśmy pokój
jeden z pokoi oraz dowiedzieliśmy się co nieco o zabawach. Teraz dokończę ten
temat i opowiem Wam co nieco o reszcie starego Dubaju.
Czy wiedzieliście, że taka „łazienka” w tradycyjnym arabskim
domu, wcale nie służyła do mycia się, tylko nacierania wonnymi olejkami i
robienia sobie makijażu. Oczywiście, służyła głównie paniom.
Tutaj, na zdjęciu powyżej mamy parę młodą, a właściwie ich woskowe mistyfikacje w pokoju zwanym al-hidżla. Pan młody jest, rzecz jasna, ubrany w strój tradycyjny, a panna młoda również (poza tym ma na sobie masę złotych świecidełek). Pewnie się również zastanawiacie, co panna młoda ma twarzy. Czy to są sztuczne wąsy?;) Oczywiście, że nie. To tradycyjna maska noszona dawniej przez muzułmanki (możliwe, że noszą ją nadal, ale tego nie wiem) zwana burką. Tą nazwę nosi również sposób noszenia się przez kobiety w dzisiejszym Afganistanie (tam burka to "suknia", którą kobiety ubierają na siebie, chcąc wyjść poza teren domu, zasłaniająca wszystko łącznie z oczami, osłoniętymi siateczką. Burka w Afganistanie ma najczęściej kolor niebieski).
A teraz widok z tradycyjnej arabskiej kuchni. Nie wygląda zbyt nowocześnie, co? Wyobraźcie sobie, że tak wyglądały kuchnie na Półwyspie Arabskim do XIX wieku, a może nawet do początku XX wieku. Kiedy byliśmy w Heritage House, to jak weszłam do tej kuchni, myślałam, że ten manekin jest żywy...
Powyżej
wstawiłam zdjęcie spiżarni, i to jedno z ostatnich zdjęć z Heritage
House... Nie zrobiliśmy niestety zdjęcia z pokoju spotkań, tzw.
al-machzan.
| Widok na placyk |
I to jest koniec z Heritage House.
Dalej udaliśmy się z rodzicami do szkoły Al-Ahmadija. Czas na trochę teorii.
Szkoła
Al-Ahmadija ma swoją siedzibę na tyłach Heritage House. Uczono w niej
chłopców pochodzących z wyższych klas społeczności. Budynek powstał w
1912 roku, górną kondygnację odbudowano w 1920 r. Dwa lata później szejk
Abd ar-Rachman ibn Hafiz wraz z nauczycielami z irackiego miasta Zubajr
wprowadził do programu nauczania prawo muzułmańskie i nauki proroka
Mahometa. Wtedy powstało kolejne pomieszczenie. Nauczyciel wraz z
uczniami siedzieli tam na specjalnych matach. Wkrótce, w 1963 roku w
szkole zaczęto nauczać angielskiego i nauk ścisłych i wtedy budynek
szkoły okazał się za mały. Szkoła została przeniesiona, ale dzisiaj
funkcjonuje jako muzeum. Przy renowacji użyto tradycyjnych materiałów
takich jak gips, koralowiec, muszle i drzewo sandałowe.
| Czytanie Koranu |
| A tutaj już zwykła klasa |
I to już koniec na dzisiaj:)
horsefan
niedziela, 9 lutego 2014
O Dubaju cz. 1
Hej Czytelnicy!
Naprawdę przepraszam, że długo nie pisałam, ale moi przewspaniali nauczyciele musieli zapowiedzieć dwa testy i dwie kartkówki na tuż po feriach i pisanie bloga musiałam odłożyć sobie na później. Dzisiaj wreszcie się odzywam, bo mam na to trochę czasu, ponadto wreszcie zgrałam zdjęcia na komputer i... mam dzisiaj urodziny, ale oczywiście, nie powiem które, bo damy się o wiek nie pyta;)
Dzisiaj opowiem Wam o mojej wycieczce do Dubaju, uwzględnię w tym moje wrażenia i mogę trochę poradzić, jeśli się tam wybieracie.
Dubaj w Emiratach
Dubaj to miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA), stolica emiratu Dubaj.
ZEA są państwem stosunkowo młodym, powstałym dopiero w 1971 roku, a ostatni emirat dołączył do niego w 1972. Stolicą kraju jest Abu Dhabi, zwane również Abu Zabi. Każdy emirat ma swojego szejka (urząd podobny do książąt regionalnych w dawnej Polsce), w Dubaju obecne rządzi, od 1990 roku szejk Mohammed bin Rashid al-Maktum. To on zrobił z Dubaju to, z czego to miasto jest najbardziej znane na świecie, choć ten proces zaczął się jeszcze za życia jego ojca.
Wbrew pozorom Emiraty nie utrzymują się głównie z wydobycia ropy. Tak naprawdę są one największym na świecie producentem aluminium!
Dubaj nowy i stary
Ludziom na całym świecie Dubaj kojarzy się z wielkimi, nowoczesnymi biurowcami i centrami handlowymi. Jednak jak każde miasto Dubaj ma dwie strony.
Zachodnia Dżumajra (oryginalnie pisane: Western Jumeirah) to nowoczesna dzielnica miasta, w której znajdują się takie ikony jak Burj Khalifa (czyt.: burdż kalifa), Burj al Arab i inne, wielkie budynki o niestandardowych kształtach, często przypominających żagle, morskie fale lub nowojorskie drapacze chmur, czy sztuczne wyspy w kształcie palmy. Podobało mi się tam, nasz hotel był w części nadmorskiej. Niby klimat wielkiego miasta, ale taki inny, taki przyjemny.
Właśnie, klimat! Wybierając się do Dubaju trzeba pamiętać jedną ważną rzecz z podstawówki poznaną na lekcjach przyrody: na pustyni rano i wieczorem może być lodowato. Przez resztę dnia - jak na patelni. To znaczy, że wcześnie rano w okresie styczeń-luty jest tam około 15-20 stopni Celsjusza, podobnie wieczorami i w nocy, a w środku dnia około 25-30 stopni.
Co jeszcze mogłabym powiedzieć o nowej dzielnicy? Spodobały mi się napisy wbite w ziemię na ulicy przy palmach i w parkach, gdzie ludzie często wychodzą z psami. Głosiły one, że jeśli nie posprzątasz po swoim pupilu, policja prędzej czy później znajdzie cię i będziesz musiał/a zapłacić wysoką grzywnę.
Ponadto naprawdę świetne okazały się pociągi. Są one automatyczne i bardzo szybkie (ale nie aż tak jak te w Japonii, których średnie spóźnienie to 3 sekundy). Dodatkowo, od niedzieli do czwartku w godzinach szczytu, czyli 17:00-20:00 są wydzielone w pociągach strefy wyłącznie dla kobiet i dzieci w wagonach, gdzie jest więcej krzesełek. Trochę mnie to na początku zatkało, no, bo wiecie - muzułmański kraj, a tu nagle coś takiego. Dlaczego w takim razie nie mogłyby być takie strefy tylko dla facetów, a panie z dziećmi nie mogłyby się gnieździć gdzie indziej? Nie mam bladego pojęcia. Fakt faktem, pomysł mi się bardzo spodobał. Dowiedzieliśmy się o tym w bardzo nietypowych okolicznościach. Z rodzicami wracaliśmy z wycieczki po mieście, było około dziewiętnastej. Ja, moja mama i tato usiedliśmy w takim wagoniku z krzesełkami, bo było tam wolne. Nagle jakaś Hinduska w wieku około sześćdziesiątki (Hindusów w Dubaju nie brakuje, są oni głównie robotnikami na budowach) zwróciła się do taty z szacunkiem, łamaną angielszczyzną: "Excuse me sir, but this is area only for women and children" - "Przepraszam pana, ale to jest części wyłącznie dla kobiet i dzieci". Cóż miał mój tato począć? Po chwili zobaczył napis na drzwiach, informujący o tej zasadzie. I musiał pójść i gnieździć się z mężczyznami...
Jak już mówiłam, każde miasto ma swoją "ciemną stronę". Wschodnia Dżumajra to właściwie cały stary Dubaj, a właściwie to, co z niego zostało, czyli... prawie nic. Nic oprócz tak zwanego Heritage House, czyli tradycyjnego domu z XIX wieku. Zbudował go w 1890 roku szejki Ahmed ibn Dalmuk dla siebie i swojej rodziny. Dom został odrestaurowany w 1994 r. i obecnie w jego wnętrzu znajduje się muzeum, w którym możemy przyjrzeć się dawnemu życiu typowej rodziny emirów.
Niestety, zdjęcie zamieszczone powyżej jest trochę poruszone, ale tym będziecie musieli się zadowolić.
Podstawowym pomieszczeniem, którego nie mogło zabraknąć w każdym domu było tzw. majilis (czyt.: madżilis), czyli miejsce spotkań. Zazwyczaj w jednym domu było jedno majilis dla kobiet, rzadziej również dla mężczyzn, czasem budowano także majilis dla poetów, muzyków itp. Do pomieszczeń przeznaczonych tylko dla pań, panowie nie mieli kategorycznie wstępu.
Dodatkowo, okazuje się, że arabskie dzieci wcale nie miały takich odmiennych zabaw od europejskich. W innym pomieszczeniu była cała prezentacja na ten temat. Jedyną różniącą się grą była taka, której nazwy niestety nie pamiętam, gdyż była strasznie dziwna, w którą grały tylko dziewczyny, a polegała ona na tym: najpierw zbierano różnej wielkości kamienie i wkładano je do wykopanego w ziemi dołka. Potem wybrana spośród reszty dziewczyna podrzucała jeden kamień i za każdym razem podrzucała o jeden więcej, tylko jedną ręką (!). Jeśli kamienie jej wypadły, odpadała i wybierano kolejną i tak dalej, aż została tylko jedna...
Aaaaa... wiecie co? Kiedy piszę tego posta, jestem już trochę zmęczona po całym dniu i chciałabym już odpocząć. Następnym razem będzie ciąg dalszy, okej?
Pozdrawiam
horsefan
Naprawdę przepraszam, że długo nie pisałam, ale moi przewspaniali nauczyciele musieli zapowiedzieć dwa testy i dwie kartkówki na tuż po feriach i pisanie bloga musiałam odłożyć sobie na później. Dzisiaj wreszcie się odzywam, bo mam na to trochę czasu, ponadto wreszcie zgrałam zdjęcia na komputer i... mam dzisiaj urodziny, ale oczywiście, nie powiem które, bo damy się o wiek nie pyta;)
Dzisiaj opowiem Wam o mojej wycieczce do Dubaju, uwzględnię w tym moje wrażenia i mogę trochę poradzić, jeśli się tam wybieracie.
Dubaj w Emiratach
Dubaj to miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA), stolica emiratu Dubaj.
ZEA są państwem stosunkowo młodym, powstałym dopiero w 1971 roku, a ostatni emirat dołączył do niego w 1972. Stolicą kraju jest Abu Dhabi, zwane również Abu Zabi. Każdy emirat ma swojego szejka (urząd podobny do książąt regionalnych w dawnej Polsce), w Dubaju obecne rządzi, od 1990 roku szejk Mohammed bin Rashid al-Maktum. To on zrobił z Dubaju to, z czego to miasto jest najbardziej znane na świecie, choć ten proces zaczął się jeszcze za życia jego ojca.
Wbrew pozorom Emiraty nie utrzymują się głównie z wydobycia ropy. Tak naprawdę są one największym na świecie producentem aluminium!
Dubaj nowy i stary
Ludziom na całym świecie Dubaj kojarzy się z wielkimi, nowoczesnymi biurowcami i centrami handlowymi. Jednak jak każde miasto Dubaj ma dwie strony.
Zachodnia Dżumajra (oryginalnie pisane: Western Jumeirah) to nowoczesna dzielnica miasta, w której znajdują się takie ikony jak Burj Khalifa (czyt.: burdż kalifa), Burj al Arab i inne, wielkie budynki o niestandardowych kształtach, często przypominających żagle, morskie fale lub nowojorskie drapacze chmur, czy sztuczne wyspy w kształcie palmy. Podobało mi się tam, nasz hotel był w części nadmorskiej. Niby klimat wielkiego miasta, ale taki inny, taki przyjemny.
Właśnie, klimat! Wybierając się do Dubaju trzeba pamiętać jedną ważną rzecz z podstawówki poznaną na lekcjach przyrody: na pustyni rano i wieczorem może być lodowato. Przez resztę dnia - jak na patelni. To znaczy, że wcześnie rano w okresie styczeń-luty jest tam około 15-20 stopni Celsjusza, podobnie wieczorami i w nocy, a w środku dnia około 25-30 stopni.
Co jeszcze mogłabym powiedzieć o nowej dzielnicy? Spodobały mi się napisy wbite w ziemię na ulicy przy palmach i w parkach, gdzie ludzie często wychodzą z psami. Głosiły one, że jeśli nie posprzątasz po swoim pupilu, policja prędzej czy później znajdzie cię i będziesz musiał/a zapłacić wysoką grzywnę.
Ponadto naprawdę świetne okazały się pociągi. Są one automatyczne i bardzo szybkie (ale nie aż tak jak te w Japonii, których średnie spóźnienie to 3 sekundy). Dodatkowo, od niedzieli do czwartku w godzinach szczytu, czyli 17:00-20:00 są wydzielone w pociągach strefy wyłącznie dla kobiet i dzieci w wagonach, gdzie jest więcej krzesełek. Trochę mnie to na początku zatkało, no, bo wiecie - muzułmański kraj, a tu nagle coś takiego. Dlaczego w takim razie nie mogłyby być takie strefy tylko dla facetów, a panie z dziećmi nie mogłyby się gnieździć gdzie indziej? Nie mam bladego pojęcia. Fakt faktem, pomysł mi się bardzo spodobał. Dowiedzieliśmy się o tym w bardzo nietypowych okolicznościach. Z rodzicami wracaliśmy z wycieczki po mieście, było około dziewiętnastej. Ja, moja mama i tato usiedliśmy w takim wagoniku z krzesełkami, bo było tam wolne. Nagle jakaś Hinduska w wieku około sześćdziesiątki (Hindusów w Dubaju nie brakuje, są oni głównie robotnikami na budowach) zwróciła się do taty z szacunkiem, łamaną angielszczyzną: "Excuse me sir, but this is area only for women and children" - "Przepraszam pana, ale to jest części wyłącznie dla kobiet i dzieci". Cóż miał mój tato począć? Po chwili zobaczył napis na drzwiach, informujący o tej zasadzie. I musiał pójść i gnieździć się z mężczyznami...
Jak już mówiłam, każde miasto ma swoją "ciemną stronę". Wschodnia Dżumajra to właściwie cały stary Dubaj, a właściwie to, co z niego zostało, czyli... prawie nic. Nic oprócz tak zwanego Heritage House, czyli tradycyjnego domu z XIX wieku. Zbudował go w 1890 roku szejki Ahmed ibn Dalmuk dla siebie i swojej rodziny. Dom został odrestaurowany w 1994 r. i obecnie w jego wnętrzu znajduje się muzeum, w którym możemy przyjrzeć się dawnemu życiu typowej rodziny emirów.
Niestety, zdjęcie zamieszczone powyżej jest trochę poruszone, ale tym będziecie musieli się zadowolić.
Podstawowym pomieszczeniem, którego nie mogło zabraknąć w każdym domu było tzw. majilis (czyt.: madżilis), czyli miejsce spotkań. Zazwyczaj w jednym domu było jedno majilis dla kobiet, rzadziej również dla mężczyzn, czasem budowano także majilis dla poetów, muzyków itp. Do pomieszczeń przeznaczonych tylko dla pań, panowie nie mieli kategorycznie wstępu.
Dodatkowo, okazuje się, że arabskie dzieci wcale nie miały takich odmiennych zabaw od europejskich. W innym pomieszczeniu była cała prezentacja na ten temat. Jedyną różniącą się grą była taka, której nazwy niestety nie pamiętam, gdyż była strasznie dziwna, w którą grały tylko dziewczyny, a polegała ona na tym: najpierw zbierano różnej wielkości kamienie i wkładano je do wykopanego w ziemi dołka. Potem wybrana spośród reszty dziewczyna podrzucała jeden kamień i za każdym razem podrzucała o jeden więcej, tylko jedną ręką (!). Jeśli kamienie jej wypadły, odpadała i wybierano kolejną i tak dalej, aż została tylko jedna...
Aaaaa... wiecie co? Kiedy piszę tego posta, jestem już trochę zmęczona po całym dniu i chciałabym już odpocząć. Następnym razem będzie ciąg dalszy, okej?
Pozdrawiam
horsefan
Subskrybuj:
Posty (Atom)
