Witam wszystkich w 2015 roku!
Od Sylwestra minęło "zaledwie" 11 dni, a jak zerknęłam sprawdzić, co i jak na tym blogu, zauważyłam, że ostatni post pojawił się w listopadzie.
Dość dawno, co?
W tym roku postanowiłam, że postaram się pisać w mniejszych odstępach czasowych, lecz jeśli mi się to nie uda, to lepiej pisać rzadziej, ale z sensem, prawda?
Wszystkiego najlepszego w tym roku życzy
horsefan
To blog opowiada o mojej końskiej pasji. Piszę tu o koniach i jeździectwie, mojej wielkiej miłości, o figurkach koni, które zbieram, marki Schleich-S... niemal o wszystkim, co jest związane z końmi.
Zapraszam do czytania!
Zapraszam do czytania!
Strony
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 11 stycznia 2015
niedziela, 8 czerwca 2014
"Pomocy! Koń mnie poniósł!"
Witam po długiej przerwie!
Kiedy ponownie rozpoczęłam naukę jeździectwa, zdarzało mi się to prawie co chwilę. Mój instruktor uważał, że nie potrafię postawić na swoim, a ja po prostu uważałam, że klacz, na której jeździłam, jest po prostu zbyt inteligentna lub ma moje zdanie w nosie. Na początku mojej nauki dość często traciłam kontrolę nad Lady, ale z upływem czasu nie było aż tak źle.
Teraz cofnę się nieco w czasie, ale niezbyt dużo. Jakiś rok lub dwa lata temu. Pojechaliśmy wtedy z rodzicami do Krakowa, do mojego konia, Panka. Mój wujek wynajmował (i nadal wynajmuje) pewną dziewczynę z sąsiedztwa, by trenowała konie. Był śliczny wieczór, a my z Pauliną (tą instruktorką) postanowiłyśmy sobie pojeździć. Tego dnia miałam po raz pierwszy dosiąść Panka. I to zrobiłam. Kilka sekund w siodle, wszystko jest okej, i...
..."Pomocy! Koń mnie poniósł!"
To jeden z najbardziej rozpowszechnionych scenariuszy w życiu młodego jeźdźca. Ja jako "mistrz" w tej dziedzinie, chciałabym Wam doradzić.
Poniesienie przez konia nie oznacza, że musi on/a galopować. Tak jak wspominałam powyżej - może najzwyczajniej w świecie mieć cię gdzieś. Niebezpiecznie robi się wtedy, gdy jesteśmy na otwartym terenie. Sama tego doświadczyłam, i chcę, żebyście tego uniknęli.
Pozdrawiam
horsefan
Kiedy ponownie rozpoczęłam naukę jeździectwa, zdarzało mi się to prawie co chwilę. Mój instruktor uważał, że nie potrafię postawić na swoim, a ja po prostu uważałam, że klacz, na której jeździłam, jest po prostu zbyt inteligentna lub ma moje zdanie w nosie. Na początku mojej nauki dość często traciłam kontrolę nad Lady, ale z upływem czasu nie było aż tak źle.
Teraz cofnę się nieco w czasie, ale niezbyt dużo. Jakiś rok lub dwa lata temu. Pojechaliśmy wtedy z rodzicami do Krakowa, do mojego konia, Panka. Mój wujek wynajmował (i nadal wynajmuje) pewną dziewczynę z sąsiedztwa, by trenowała konie. Był śliczny wieczór, a my z Pauliną (tą instruktorką) postanowiłyśmy sobie pojeździć. Tego dnia miałam po raz pierwszy dosiąść Panka. I to zrobiłam. Kilka sekund w siodle, wszystko jest okej, i...
..."Pomocy! Koń mnie poniósł!"
To jeden z najbardziej rozpowszechnionych scenariuszy w życiu młodego jeźdźca. Ja jako "mistrz" w tej dziedzinie, chciałabym Wam doradzić.
Poniesienie przez konia nie oznacza, że musi on/a galopować. Tak jak wspominałam powyżej - może najzwyczajniej w świecie mieć cię gdzieś. Niebezpiecznie robi się wtedy, gdy jesteśmy na otwartym terenie. Sama tego doświadczyłam, i chcę, żebyście tego uniknęli.
- Lubisz Gwiezdne Wojny? W kodeksie Jedi było wyraźnie napisane: "Nie ma emocji, jest spokój." Więc i ty zachowaj zimną krew; nie panikuj, nie krzycz, ani nie bij konia. Gorzej jest, kiedy koń skieruje się jak samobójca ku ruchliwej ulicy lub na asfaltową nawierzchnię.
- Nawet nie myśl, żeby ciągnąć za wodze. To jeden z błędów, który i ja wielokrotnie popełniałam. Zdenerwowanego konia boli coś nieustannie, więc to i tak nic nie da, poza tym, zwierzę może się jeszcze bardziej spłoszyć. Rzadko się uspokaja. Kiedy koń się spłoszy, nasz dosiad nie jest, co prawda, perfekcyjny, ale lepiej postarać się go wzmocnić i poluzować wodze.
- Kiedy sytuacja się nieco ustabilizuje, trzymaj zwierzę z dala od ulicy. Lepiej skierować je na pole uprawne z dala od wszelkich niebezpiecznych zabudowań lub wjechać do (jeszcze) nieogrodzonego ogrodu twojego gburowatego, wiecznie ryczącego na ciebie sąsiada i pokryć koszty, niż spowodować wypadek i płakać po ukochanym przyjacielu. Jeśli jedziesz w zastępie, koń rzadko oddala się od grupy (moja Lady była aż za blisko wałacha, na którym jechała moja mama). Jeśli jakiś koń się spłoszy, możliwe, że Twój - ciebie i Twoich towarzyszy obowiązuje jedna podstawowa zasada: poczekać, aż koń się uspokoi i wtedy jechać dalej.
- Jest wiele powodów, dla których konie się płoszą. A to coś zobaczą, a to coś usłyszą, a to uderzą się o coś. Niektóre konie reagują na dużą przestrzeń jak mój zwariowany pies - galopują bez opamiętania. Niektóre robią tak, gdy ktoś nagle narzuca im swoją wolę i chcą wyrazić swoje wielkopańskie niezadowolenie. Ale nie martw się - kiedy szajba koniowi minie, zazwyczaj daje się prowadzić bez przeszkód.
- W zastępie są różne konie, w tym takie, które kompletnie nie reagują na pomoce, bo wielu nieodpowiednich ludzi uczyniło z nich zwierzęta nieczułe na wędzidło. Radzę omijanie szerokim łukiem stajni, gdzie wynajmuje się tzw. "tramwaje", czyli konie, na których każdy wyżywa się do woli.
Pozdrawiam
horsefan
środa, 11 grudnia 2013
Rodzaje stajni
Hej Wszystkim!
Dzisiejszy post piszę tak po prostu z nudy, ponieważ dopadło mnie paskudne przeziębienie i siedząc samej w domu, poczułam straszną potrzebę napisania czegoś... no, dobrze, mam jednak towarzystwo w postaci mojego śpiącego, wiecznie głodnego psa, który gdy tylko cokolwiek jem, biegnie do mnie i robi oczy w stylu: "Daj mi coś, nie jadłem niczego od piętnastu minut i umieram z głodu...". Tak, i pomyśleć, że swoje imię zawdzięcza wielkiemu mistrzowi zakonu Jedi i mojemu ulubionemu bohaterowi Gwiezdnych Wojen!
Ale nie odchodźmy od tematu.
Koń, jaki jest, każdy widzi, a gdzie mieszka - nie każdy. Niektórzy właściciele trzymają swoje konie na wolnym powietrzu, ale moim zdaniem koń powinien mieć chociaż jakieś miejsce do ukrycia się przed deszczem, spania i jedzenia. Kiedyś słyszałam w radiu, że znaleziono gdzieś na właśnie takim pastwisku brudne, chude i niezadbane konie. Nie miały gdzie się ukryć, a gdy znalazł się i właściciel, otrzymał on bardzo wysoką grzywnę, ale zwierząt nie dało się już uratować. Ale mniejsza z tym - to efekt głupoty i nieodpowiedzialności tego faceta i tyle.
Pierwszym i chyba najlepszym rodzajem stajni są stajnie otwarte. Jak sama nazwa głosi, nie ma w nich zazwyczaj boksów, konie mogą sobie chodzić gdzie chcą i znajduje się w niej wyjście na pastwisko/łąkę. Choć, mimo wszystko, mają jedną wadę. W boksach, które są oznaczone, łatwiej jest znaleźć jednego, określonego konia niż szukać go pośród sporej grupy często podobnych do siebie zwierząt.
W klubach jeździeckich zazwyczaj są zwyczajne stajnie zamknięte, gdzie konie siedzą w boksach, które też mają swoje rodzaje. Są takie, w których konie są oddzielone od siebie kratami, a w innych nie ma żadnych krat i konie mogą spokojnie porozumiewać się ze sobą.
Takie stajnie, jak na zdjęciu powyżej, są dobre zarówno dla człowieka pracującego z końmi, jak i dla samego konia, choć ja dodałabym tutaj trochę słomy:) Poza tym, w tej stajni znajduje się dużo okien i jest oświetlenie, a to dla koni jest ważne, ponieważ nie cierpią one siedzieć w ciemnych, malutkich boksach. Ponadto, w niektórych miejscach konie muszą stać we własnych odchodach i moczu, co nie tylko źle świadczy o pracownikach stajni, ale także powoduje wiele chorób.
Pamiętacie, jak byłam w Szwajcarii? Jeśli nie, zajrzyjcie tutaj.
Tam, w oborze Berniego, krowy mogły wychylać poza swoje a la boksy głowę kiedy chciały i jeść paszę. Są takie stajnie, ale budując coś takiego, należy zastanowić się, czy konie/kuce w takim przypadku nie będą walczyć o jedzenie.
Stajnia może być wszędzie: na wsi, na obrzeżach miasta (radziłabym jednak wziąć pod uwagę ogromny, panujący tam hałas), nad morzem, w górach. Koniom muszą być tylko zapewnione odpowiednie warunki, muszą mieć dostęp do łąk oraz mieć zapewnioną aktywność fizyczną.
To tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że się Wam podobało:)
Pozdrawiam
horsefan
Dzisiejszy post piszę tak po prostu z nudy, ponieważ dopadło mnie paskudne przeziębienie i siedząc samej w domu, poczułam straszną potrzebę napisania czegoś... no, dobrze, mam jednak towarzystwo w postaci mojego śpiącego, wiecznie głodnego psa, który gdy tylko cokolwiek jem, biegnie do mnie i robi oczy w stylu: "Daj mi coś, nie jadłem niczego od piętnastu minut i umieram z głodu...". Tak, i pomyśleć, że swoje imię zawdzięcza wielkiemu mistrzowi zakonu Jedi i mojemu ulubionemu bohaterowi Gwiezdnych Wojen!
Ale nie odchodźmy od tematu.
Koń, jaki jest, każdy widzi, a gdzie mieszka - nie każdy. Niektórzy właściciele trzymają swoje konie na wolnym powietrzu, ale moim zdaniem koń powinien mieć chociaż jakieś miejsce do ukrycia się przed deszczem, spania i jedzenia. Kiedyś słyszałam w radiu, że znaleziono gdzieś na właśnie takim pastwisku brudne, chude i niezadbane konie. Nie miały gdzie się ukryć, a gdy znalazł się i właściciel, otrzymał on bardzo wysoką grzywnę, ale zwierząt nie dało się już uratować. Ale mniejsza z tym - to efekt głupoty i nieodpowiedzialności tego faceta i tyle.
Pierwszym i chyba najlepszym rodzajem stajni są stajnie otwarte. Jak sama nazwa głosi, nie ma w nich zazwyczaj boksów, konie mogą sobie chodzić gdzie chcą i znajduje się w niej wyjście na pastwisko/łąkę. Choć, mimo wszystko, mają jedną wadę. W boksach, które są oznaczone, łatwiej jest znaleźć jednego, określonego konia niż szukać go pośród sporej grupy często podobnych do siebie zwierząt.
![]() |
| Tak wygląda przykładowa stajnia |
W klubach jeździeckich zazwyczaj są zwyczajne stajnie zamknięte, gdzie konie siedzą w boksach, które też mają swoje rodzaje. Są takie, w których konie są oddzielone od siebie kratami, a w innych nie ma żadnych krat i konie mogą spokojnie porozumiewać się ze sobą.
Takie stajnie, jak na zdjęciu powyżej, są dobre zarówno dla człowieka pracującego z końmi, jak i dla samego konia, choć ja dodałabym tutaj trochę słomy:) Poza tym, w tej stajni znajduje się dużo okien i jest oświetlenie, a to dla koni jest ważne, ponieważ nie cierpią one siedzieć w ciemnych, malutkich boksach. Ponadto, w niektórych miejscach konie muszą stać we własnych odchodach i moczu, co nie tylko źle świadczy o pracownikach stajni, ale także powoduje wiele chorób.
Pamiętacie, jak byłam w Szwajcarii? Jeśli nie, zajrzyjcie tutaj.
Tam, w oborze Berniego, krowy mogły wychylać poza swoje a la boksy głowę kiedy chciały i jeść paszę. Są takie stajnie, ale budując coś takiego, należy zastanowić się, czy konie/kuce w takim przypadku nie będą walczyć o jedzenie.
Stajnia może być wszędzie: na wsi, na obrzeżach miasta (radziłabym jednak wziąć pod uwagę ogromny, panujący tam hałas), nad morzem, w górach. Koniom muszą być tylko zapewnione odpowiednie warunki, muszą mieć dostęp do łąk oraz mieć zapewnioną aktywność fizyczną.
To tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że się Wam podobało:)
Pozdrawiam
horsefan
czwartek, 31 października 2013
Polscy Herosi
Cześć Wszystkim!
Teraz napiszę krótko o moim nowym blogu - Polskich Herosach. To blog-fanfiction o tematyce podobnej do Percy'ego Jacksona. Piszę je z koleżankami, z czego jedna jest na bloggerze i ma blog:
takizwyczajnyblog.blogspot.com.
Z tej okazji założyłyśmy nowe konto. Zapraszam do czytania:
polscy5herosi.blogspot.com
Pozdrawiam i zapraszam do czytania:)
horsefan
Teraz napiszę krótko o moim nowym blogu - Polskich Herosach. To blog-fanfiction o tematyce podobnej do Percy'ego Jacksona. Piszę je z koleżankami, z czego jedna jest na bloggerze i ma blog:
takizwyczajnyblog.blogspot.com.
Z tej okazji założyłyśmy nowe konto. Zapraszam do czytania:
polscy5herosi.blogspot.com
Pozdrawiam i zapraszam do czytania:)
horsefan
Konie zimnokrwiste i gorącokrwiste
Hej Kochani!
Dziś piszę post z powodu, iż od dawna chciałam napisać o koniach zimnokrwistych i gorącokrwistych, ale mi, rzecz jasna, się nie udawało.
Zacznijmy od tego, że kaliber to kolejne kryterium koni. Jest znacznie ważniejsze niż wysokość w kłębie, gdyż w wyższym stopniu decyduje o użytkowości konia. Odnosi się ono do masywności budowy, czy tu chodzi o kości, czy umięśnienie. Na przykład silne konie rasy cob określa się jako kalibrowe, choć ich wysokość w kłębie może być taka sama jak u koni czystej krwi arabskiej. Z kolei na arabach nie można używać tego określenia, a nawet na często o 20 cm wyższych koniach pełnej krwi angielskiej. I tu pojawia się pytanie: dlaczego? Konie te są czystej krwi, co się wiąże również z delikatną budową, przez co nie nadają się do ciężkiej pracy. Dlatego też tzw. "ciężkim jeźdźcom" zaleca się nie konie wysokie i pełne gracji, ale silne, kalibrowe.
Konie zimnokrwiste biją rekordy w wadze i umięśnieniu. Zostały wyhodowane do ciężkiej pracy w polu i ciągnięcia ciężarów. Mają zrównoważony temperament i spokojny charakter - czyli zimną krew. Prawdopodobnie właśnie temu zawdzięczają swoją nazwę.
Jak pewnie się już domyślacie, podział na gorącokrwiste konie i zimnokrwiste bierze się od kalibru i pochodzenia, a nie temperatury ciała.
Teraz o koniach gorącokrwistych. Wcześniej już wspominane konie pełnej krwi angielskiej i czystej krwi arabskiej to rasy czyste, od których wywodzą się wszystkie dzisiejsze rasy półkrwi. Mimo tego zarówno araby, jak i angliki oraz konie półkrwi zalicza się do gorącokrwistych, choć różnią się nieco kalibrem. Ale i tak konie czystej krwi są delikatniejszej budowy niż te półkrwi.
Określenia gorącokrwisty i zimnokrwisty odnoszą się do ras, lecz grup ras. I to się tyczy każdej rasy, bez wyjątków. Nawet konia, któremu trudno ocenić rasę, od razu można zaliczyć do zimnokrwistych lub gorącokrwistych.
Dzisiejszy post był dość długo przeze mnie planowany i mam nadzieję, że moje starania nie poszły na marne i to, co napisałam się Wam podoba:)
Pozdrawiam
horsefan
Dziś piszę post z powodu, iż od dawna chciałam napisać o koniach zimnokrwistych i gorącokrwistych, ale mi, rzecz jasna, się nie udawało.
| Konie rasy Clydesdale są zaliczane do koni zimnokrwistych |
Zacznijmy od tego, że kaliber to kolejne kryterium koni. Jest znacznie ważniejsze niż wysokość w kłębie, gdyż w wyższym stopniu decyduje o użytkowości konia. Odnosi się ono do masywności budowy, czy tu chodzi o kości, czy umięśnienie. Na przykład silne konie rasy cob określa się jako kalibrowe, choć ich wysokość w kłębie może być taka sama jak u koni czystej krwi arabskiej. Z kolei na arabach nie można używać tego określenia, a nawet na często o 20 cm wyższych koniach pełnej krwi angielskiej. I tu pojawia się pytanie: dlaczego? Konie te są czystej krwi, co się wiąże również z delikatną budową, przez co nie nadają się do ciężkiej pracy. Dlatego też tzw. "ciężkim jeźdźcom" zaleca się nie konie wysokie i pełne gracji, ale silne, kalibrowe.
Konie zimnokrwiste biją rekordy w wadze i umięśnieniu. Zostały wyhodowane do ciężkiej pracy w polu i ciągnięcia ciężarów. Mają zrównoważony temperament i spokojny charakter - czyli zimną krew. Prawdopodobnie właśnie temu zawdzięczają swoją nazwę.
| Konie arabskie są koński gorącokrwistymi |
Jak pewnie się już domyślacie, podział na gorącokrwiste konie i zimnokrwiste bierze się od kalibru i pochodzenia, a nie temperatury ciała.
Teraz o koniach gorącokrwistych. Wcześniej już wspominane konie pełnej krwi angielskiej i czystej krwi arabskiej to rasy czyste, od których wywodzą się wszystkie dzisiejsze rasy półkrwi. Mimo tego zarówno araby, jak i angliki oraz konie półkrwi zalicza się do gorącokrwistych, choć różnią się nieco kalibrem. Ale i tak konie czystej krwi są delikatniejszej budowy niż te półkrwi.
Określenia gorącokrwisty i zimnokrwisty odnoszą się do ras, lecz grup ras. I to się tyczy każdej rasy, bez wyjątków. Nawet konia, któremu trudno ocenić rasę, od razu można zaliczyć do zimnokrwistych lub gorącokrwistych.
Dzisiejszy post był dość długo przeze mnie planowany i mam nadzieję, że moje starania nie poszły na marne i to, co napisałam się Wam podoba:)
Pozdrawiam
horsefan
środa, 16 października 2013
Sierpniowe niebo
Cześć Kochani!
Dzisiejszy temat jest trochę mniej koński, albowiem powiem co nieco o II Wojnie Światowej. Nie będę dłużej o tym opowiadać, gdyż zakładam iż każdy z Was zna te historie.
Dzisiejszy dzień jest dla mnie dość specjalny, gdyż po pierwsze - pisałam jeden bardzo ważny sprawdzian, a po drugie - poszłam ze szkołą na film "Sierpniowe niebo: 63 dni chwały". Pewnie już nieraz słyszeliście o tym filmie i podejrzewam, że może to Was nieco wkurzać, ale o przodkach trzeba pamiętać.
Gdy dzisiaj rozmawiałam z koleżanką o tym i zdziwiłam się, gdy mi powiedziała, że nie ma ochoty iść na ten film. Zapytałam się więc, dlaczego. Odpowiedź była szokująca. Nie będę o niej pisać, bo nie chcę opowiadać o rodzinie mojej koleżanki bez jej zgody. Ale nawet jej pradziadek to ważna osoba w naszej historii.
Powiem szczerze, że mój pradziadek co prawda nie brał udziału w powstaniu, ale za to walczył w czasie II Wojny jako ułan, podobnie jak inni moi pradziadkowie (choć oni już ułanami to nie byli). Wiem więc, co czuła.
Czasem myślę o moich przodkach.Często zastanawiam się, dlaczego panikuję w takich banalnych sytuacjach, kiedy oni byli jakoś w stanie przetrwać II Wojnę Światową i komunę.
Polecam Wam tę piosenkę. Została napisana specjalnie do tego filmu i jest naprawdę niezła i z sensem.
Pozdrawiam
horsefan
Dzisiejszy temat jest trochę mniej koński, albowiem powiem co nieco o II Wojnie Światowej. Nie będę dłużej o tym opowiadać, gdyż zakładam iż każdy z Was zna te historie.
Dzisiejszy dzień jest dla mnie dość specjalny, gdyż po pierwsze - pisałam jeden bardzo ważny sprawdzian, a po drugie - poszłam ze szkołą na film "Sierpniowe niebo: 63 dni chwały". Pewnie już nieraz słyszeliście o tym filmie i podejrzewam, że może to Was nieco wkurzać, ale o przodkach trzeba pamiętać.
Gdy dzisiaj rozmawiałam z koleżanką o tym i zdziwiłam się, gdy mi powiedziała, że nie ma ochoty iść na ten film. Zapytałam się więc, dlaczego. Odpowiedź była szokująca. Nie będę o niej pisać, bo nie chcę opowiadać o rodzinie mojej koleżanki bez jej zgody. Ale nawet jej pradziadek to ważna osoba w naszej historii.
Powiem szczerze, że mój pradziadek co prawda nie brał udziału w powstaniu, ale za to walczył w czasie II Wojny jako ułan, podobnie jak inni moi pradziadkowie (choć oni już ułanami to nie byli). Wiem więc, co czuła.
Czasem myślę o moich przodkach.Często zastanawiam się, dlaczego panikuję w takich banalnych sytuacjach, kiedy oni byli jakoś w stanie przetrwać II Wojnę Światową i komunę.
Polecam Wam tę piosenkę. Została napisana specjalnie do tego filmu i jest naprawdę niezła i z sensem.
Pozdrawiam
horsefan
Subskrybuj:
Posty (Atom)
