To blog opowiada o mojej końskiej pasji. Piszę tu o koniach i jeździectwie, mojej wielkiej miłości, o figurkach koni, które zbieram, marki Schleich-S... niemal o wszystkim, co jest związane z końmi.
Zapraszam do czytania!

środa, 16 października 2013

Sierpniowe niebo

Cześć Kochani!

Dzisiejszy temat jest trochę mniej koński, albowiem powiem co nieco o II Wojnie Światowej. Nie będę dłużej o tym opowiadać, gdyż zakładam iż każdy z Was zna te historie.
Dzisiejszy dzień jest dla mnie dość specjalny, gdyż po pierwsze - pisałam jeden bardzo ważny sprawdzian, a po drugie - poszłam ze szkołą na film "Sierpniowe niebo: 63 dni chwały". Pewnie już nieraz słyszeliście o tym filmie i podejrzewam, że może to Was nieco wkurzać, ale o przodkach trzeba pamiętać.
Gdy dzisiaj rozmawiałam z koleżanką o tym i zdziwiłam się, gdy mi powiedziała, że nie ma ochoty iść na ten film. Zapytałam się więc, dlaczego. Odpowiedź była szokująca. Nie będę o niej pisać, bo nie chcę opowiadać o rodzinie mojej koleżanki bez jej zgody. Ale nawet jej pradziadek to ważna osoba w naszej historii.
Powiem szczerze, że mój pradziadek co prawda nie brał udziału w powstaniu, ale za to walczył w czasie II Wojny jako ułan, podobnie jak inni moi pradziadkowie (choć oni już ułanami to nie byli). Wiem więc, co czuła.
Czasem myślę o moich przodkach.Często zastanawiam się, dlaczego panikuję w takich banalnych sytuacjach, kiedy oni byli jakoś w stanie przetrwać II Wojnę Światową i komunę.


Polecam Wam tę piosenkę. Została napisana specjalnie do tego filmu i jest naprawdę niezła i z sensem.

Pozdrawiam

horsefan

sobota, 12 października 2013

Rasy koni - Angloarab Shagya

Hej Kochani!

Z okazji, iż jestem na Howrse szczęśliwą posiadaczką trzech Angloarabów Shagya, postanowiłam Wam opisać tę rasę. A z resztą... ostatni post o rasach był bodajże w lipcu (zajrzyjcie tutaj). Przepraszam też za brak pisania w ostatnich tygodniach, ale miałam bardzo ważny test z matmy i musiałam skupić się na nauce.

Wygląd

Źródło: pl.wikipedia.org

Angloaraby to wysoce szlachetne konie, będące ulepszoną wersją koni czystej krwi arabskiej (link: tu), poprzez skrzyżowanie z końmi czystej krwi angielskiej. Dzięki temu są przede wszystkim silniejsze od swoich bliskowschodnich kuzynów.
Przeważnie każdy koń ma głowę typu suchego, o profilu prostym lub lekko szczupaczym. Oczy są przeważnie bardzo duże, podobnie jak nozdrza. Posiadają małe sierpowate uszy i mocne ganasze*. Tak jak konie arabskie, mają łabędzią szyję oraz łopatki nieco krótkie i strome, a kłąb jest wyraźnie uwydatniony. Grzbiet jest krótki i mocny, tak jak zad, który jest lekko ścięty, a ogon wysoko osadzony. Kończyny zazwyczaj suche, o twardym rogu. Chodzą lekko, a przy tym są wytrzymałe i twarde w użytkowaniu. Dzięki temu Shagya osiągają świetne wyniki w zawodach jeździeckich. Do najpopularniejszych umaszczeń należą siwe, rzadziej gniade kasztanowate i kare.
Wysokość w kłębie wynosi około 150-160 cm. 

* dolna część tylnych krawędzi żuchwy konia.

Historia

W 1816 roku w węgierskiej stadninie państwowej zgromadzono stado liczące 122 klaczy matek pochodzenia głównie arabskiego, a także rasy węgiersko-modławskiej oraz lipicańskiej i kladrubskiej. Następnie skojarzono je (czyli rozmnożono) z ogierami czystej krwi arabskiej, a ich potomstwo dokładnie wyselekcjonowano, aby uzyskać zwierzęta potrzebne do kawalerii oraz lekkie konie powozowe. Najważniejszymi założycielami rodów są:
  • Shagya - siwy ogier z Damaszku, wyhodowany przez Beduinów z plemienia Bani-Saher, 
  • Siglavy,
  • Galzan,
  • Dahoman, 
  • O'Bajan. 
Po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej pogłowie zostało rozdzielone na dwa kraje, które z niej powstały. Najważniejszą stadniną dalej była i jest nadal Babolna. Po II Wojnie Światowej rasa popadła w zapomnienie, ale od 1960 roku znów cieszy się popularnością, między innymi służąc do uszlachetniania innych typów koni. Konie te dobrze sobie radzą w rekreacji i sporcie konnym.
Hodowla na Węgrzech (stadnina Babolna), na Słowacji (stadnina Topolczanki), a także w Austrii i pozostałych krajach monarchii austro-węgierskiej i w Niemczech.

Angloaraby w wersji Howrse (identycznie wyglądają też Araby)
I co? Odpowiedni post po tak dużej przerwie?

Pozdrawiam

horsefan

piątek, 4 października 2013

Focie ze Szkocji vol. 2

Hej Kochani!

Dziś znowu Wam opowiem o cudownej Szkocji. Tym razem obejrzymy resztę Edynburga i przeniesiemy się daleko w Grampiany, potocznie zwane Highlands.
Tak więc reszta zamku. 

Jedna ze starych armat, z której symbolicznie wystrzela się o godz. 12:00
Inne zdjęcie zamku
Tamtego dnia udaliśmy się również do muzeum na zamku. Było tam wiele zabytków związanych z II Wojną Światową, między innymi uzbrojenie żołnierzy. W pewnym momencie zwiedzania mnie zatkało - na wystawie znajdował się mundur, który niegdyś należał do jednego z polskich oficerów oraz polska flaga i odznaczenia. Od razu niemal przykleiłam twarz do szyby i zaczęłam się eksytować. Ogarnęła mnie nagła duma, że jestem z Polski. Potem, zawsze, kiedy się ktoś nas pytał, skąd jesteśmy, z dumą odpowiadaliśmy, że z Polski, a wtedy Szkoci od razu się cieszyli, przecież Polacy tak im pomagali w czasie wojny...

A teraz reszta zamku.


A oto słynny psi cmentarz. To tutaj żołnierze z troską grzebią już od XIX wieku swoich pupili, którzy niejednokrotnie polegli w czasie służby.

To już na tyle z Edynburga. Niestety, zdjęć miasta nie posiadam, ale stolica Szkocji jest naprawdę piękna i bardzo ją Wam polecam. Sama wielokulturowość, z jaką się zetknęliśmy w Edynburgu, była niebywała. Na przykład:
Byliśmy z rodzicami na rynku na Królewskiej Mili. Spacerowaliśmy sobie, przy okazji rozglądając się za restauracją, w której moglibyśmy zjeść obiadokolację. Nagle zastygłam. Obok przeszła jakaś niewielka rodzina muzułmańska (ojciec, matka i dziecko w wózku), ale najbardziej zaskoczył mnie widok tej kobiety. Znam się co nieco na różnych religiach, między innymi na islamie i mogę z całą pewnością powiedzieć, iż ta pani nosiła nikab. To taki sposób okrycia kobiet w religii muzułmańskiej, który przenosi się - w odróżnieniu od hidżabu, czy chimaru - na całe ciało, łącznie z twarzą (zostaje tylko dziurka na oczy). Jestem osobą tolerancyjną i szanuję cudze racje, ale to "spotkanie" trochę mnie zatkało, zwłaszcza, że obie przyglądałyśmy się sobie przez kilka sekund...
Innym razem zetknęliśmy się z falą Hindusów w hotelu, a niektóre panie nawet miały jeszcze przyklejone bindi na czole.



A teraz opowiem Wam o pięknych i dość niezwykłych Grampianach.

Tak przeważnie wyglądają piękne Highlands
Tak wyglądają szkockie góry w niektórych miejscach. Tak naprawdę większość z nich jest kompletnie porośnięta trawą, co dla kogoś z Polski, gdzie mamy góry podobne do tych jak na zdjęciu powyżej jest rzeczą wręcz dziwną.

Pewnego razu, wędrując po górach naszym wypożyczonym w Edynburgu samochodem postanowiliśmy zajrzeć do restauracji, którą wiele osób nam polecało - Clahaig Inn. Dawno temu tę gospodę założył klan McDonaldów. Kiedy weszliśmy do środka, widniał tam taki oto napis:
"Zakaz wstępu włóczęgom i Campbellom"
Okazuje się, że wiele wieków temu, bowiem w jeszcze XVI wieku, kiedy to klan Campbellów potrzebował pomocy, a tego użyczyli im McDonaldowie. W nocy Campbellowie wstali i wymordowali wszystkich mężczyzn z goszczącego ich klanu. To oznacza nadużycie klanowej gościnności w celu zaszkodzenia drugiemu.
McDonaldowie do dzisiaj są obrażeni na Campbellów, do takiego stopnia, że wywiesili tę oto tabliczkę.

I jak? Podoba Wam się?

Jeśli tak, to gorąco polecam Szkocję wszystkim moim Czytelnikom. Pamiętajcie, że to nie koniec mojej opowieści o Szkocji - ciąg dalszy nastąpi.

Pozdrawiam gorąco

horsefan

wtorek, 1 października 2013

Focie ze Szkocji vol. 1

Cześć Kochani Czytelnicy! 

Dziś po szkole stanowczo stwierdziłam, że za długo czekacie na materiał i zdjęcia ze Szkocji. Przepraszam Was za to, ale są dwa podstawowe problemy: brak czasu (czyli nauka) i brak pomysłu. Ale cóż poradzić? Trzeba się wziąć do roboty. Tak więc zaczynam!

Edynburg i jego zamek

A oto nazwa knajpy, w której często z rodziną jadaliśmy. Pewnie zdziwiła Was nazwa, ale World's End to nie jest nazwa przypadkowa. Dawniej, bowiem w średniowieczu w tym miejscu, gdzie dziś znajduje się restauracja, były tam mury miasta. Dla mieszczan, którzy przeważnie nigdy nie opuszczali Edynburga to był koniec świata - a więc World's End.

To jest jedno ze zdjęć mojej kochanej lipicance z 2013 roku - Klarze. Tutaj na skale w Edinburgh Castle. Cały zamek kiedyś był wulkanem, a rów, w którym dziś znajduje się park w czasie serii epok lodowcowych był pokryty lodowcem, w wyniku czego powstał owy rów, czyli morena.


Widok z zamku na miasto
Edinburgh Castle jest nie tylko jedną z najstarszych budowli w Szkocji i całego Wielkiej Brytanii, ale miejscem, gdzie dawniej chowała się miejscowa ludność przed napadami. Tak jak Słowianie budowali swoje warowne grody na grząskich bagnach, tak Celtowie ukrywali się w wysokich i niebezpiecznych górach.
W około 1130 została na zamku wybudowana przez króla Davida I prywatna kaplica poświęcona jego zmarłej matce - świętej Małgorzacie. Legenda głosi, iż była ona ukraińską księżniczką, która przez przypadek znalazła się w Szkocji. Była osobą bardzo pobożną. W pewnym momencie życia poznała syna ówczesnego króla - przyszłego króla Malcoma III Calmore (ok. 1031 – 1093). Wiele ich różniło.Ona - jak mówiłam - była pobożną i spokojną osobą - w czasie kiedy on uwielbiał polowania i inne tego typu męskie uciechy, ale mimo tego zakochali się w sobie bez pamięci. Wzięli ślub i mieli jednego syna, którego bardzo kochali. Niby jak w każdej opowieści o miłości, ale ta ma niespodziewane zakończenie. Nagle król Malcome musiał wyjechać na wojnę, z której już nigdy nie wrócił. Kilka dni po jego śmierci królowa Małgorzata zmarła z rozpaczy i tęsknoty za ukochanym mężem. Gdy kaplica została zbudowana, Margaret (to jej angielskie imię) nie była jeszcze świętą. Została kanonizowana dopiero w 1250 roku przez papieża Innocentego IV.
A oto kilka fotek zamku:
Uroczyste wystrzeliwanie armaty na dziedzińcu
Widok z innej perspektywy
To wszystko na dziś. Mam nadzieję, że po dłuższym nie pisaniu o Szkocji wreszcie się czegoś doczekaliście.

Pozdrawiam Was serdecznie

horsefan

środa, 25 września 2013

Prosto z Wawy

Cześć Kochani!
To znowu ja, horsefan, tym razem piszę ze Stolicy.
Wyjechałam dziś nad ranem, o piątej czterdzieści. Wstawanie to istna mordęga. W autokarze - okropny hałas, ale fajnie. Na początek byliśmy w muzeum Fryderyka Chopina. Niestety fotek wstawić nie mogę, gdyż z telefonu nie można.
Mój pokój jest przerażająco mały a liczba osób jest kompletnie nieodpowiednia.
Ale cóż - raz się żyje.
Poza tym brakuje mi moich ukochanych koni… Ale zabrałam pluszowego konika (do miętoszenia przez sen, a nie przytulania jak mała dzidzia), który dodaje mi nieco otuchy.
A jak wy spędzacie ten tydzień?
Proszę, napiszcie w komentarzach:)
Pozdrawiam
horsefan


wtorek, 24 września 2013

Powrót do Warszawy...

Cześć Wszystkim!

Z okazji, iż jutro jadę ponownie do Warszawy, postanowiłam przypomnieć Wam i sobie, jak wyglądały urocze początki mojego bloga, którego zaczęłam pisać ponad rok temu. Ach, te wspomnienia...




 Jacie, Łazienki były tamtej wiosny takie piękne...


Pamiętacie te czasy? Jeśli nie, to spokojnie zajrzyjcie sobie w archiwum, tam znajdziecie wszystko o moich początkach.
A tak poza tym - wiem, że powinnam pisać częściej, ale ja po prostu nie mogę. Jak wiecie, jest szkoła i moi nauczyciele w tym roku nie szczędzą sił ani na mnie, ani reszcie kolegów i koleżanek z klasy. Poza tym ostatnio nęka mnie brak weny. Nie chodzę do żadnej stadniny na lekcje i z moją jazdą jest raczej słabo, mam tylko nadzieję, że uda się mi i rodzinie znaleźć jakieś odpowiednie lekcje.

To na tyle z informacji. Żegnam Was na kolejne trzy dni i do zobaczenia, jeśli jesteście z Wawy!

Pozdrawiam

horsefan

sobota, 14 września 2013

Mustang z Dzikiej Doliny

Hej Kochani!

Po jakiś sześciu dniach nieobecności postanowiłam, że opiszę Wam film, o którym dość dawno chciałam napisać - Mustanga z Dzikiej Doliny. Pewnie większość z Was zna ten film, ale napiszę o nim dla tych, którzy go nie znają. Ta urocza animowana produkcja została przeze mnie obejrzana, kiedy miałam tak mało lat, że nie rozumiałam większości faktów. Ryczałam na tym filmie jak bóbr, może spora część Was również. Przecież ta opowieść, muzyka i sam fakt tego, że występują w niej konie wszystko składa się na całkiem niezły film. A z resztą - przeczytajcie.

Mustang z Dzikiej Doliny (2002)

Rok produkcji: 2002
Tytuł oryginału: Spirit: Stallion of the Cimmarron
Gatunek: animacja, familijny, przygodowy
Produkcja: USA
Wytwórnia: DreamWorks
Reżyseria: Lorna Cook, Kelly Asbury 
Scenariusz: Henry Mayo, John Fusco
Główni bohaterowie: Spirit (w polskiej wersji językowej znany jako po prostu Mustang), Rain (Rosa), matka Spirita, Wartki Potok (w j.ang. znany jako Little Creek - Mały Strumyk), Pułkownik.



Film Mustang z Dzikiej Doliny zaczyna się słowami "...Tej opowieści nie znajdziecie w żadnej książce. Jeszcze nikt chyba nie słyszał opowieści płynącej prosto z głębi serca konia."
Narratorem i głównym  bohaterem jest Spirit - młody i szalony mustang, żyjący w stadzie razem ze swoją ukochaną matką. Swą opowieść zaczyna od narodzin, kiedy sam przychodzi na świat. Na początku nic nie widzi i ledwie dociera do piersi matki. Później widzimy, jak nasz bohater jest - no cóż - niezłym łobuzem, ale dzięki temu zaprzyjaźnia się z pewnym bizonem.
Mija kilka lat i Spirit staje się dorosłym ogierem i tak jak jego ojciec, przywódcą stada. Jest sprawiedliwy i raz możemy zobaczyć, jak ratuje dwoje źrebaków przed groźną i łakomą panterą. Kiedy życie wydaje się być cudowne, pewnej nocy Spirit dostrzega w oddali małe światełko. Postanawia sprawdzić skąd pochodzi, nawet jeśli jego ukochana matka się nie godzi i jeszcze tej samej nocy wyrusza na poszukiwania.  Dociera do obozu pewnej grupki kowbojów. Niestety, ciekawość konia sprawia, że wszyscy się budzą i tym samym ruszają za nim w pościg. Spirit w końcu dociera z powrotem do stada, ale zamiast ich miło przywitać, każe im na swój koński sposób uciekać. Ale nie zapominajmy, że pościg dalej trwa. Kowboje gonią go dalej, aż docierają do ogromnego kanionu i w ostatniej chwili Spirit zostaje złapany.
Porywacze zabierają go w nieznane miejsce na pustynię do obozu należącego do armii Stanów Zjednoczonych. Sądząc także po ubiorze żołnierzy, znajdujemy się w czasach Wojny Secesyjnej. Przez pierwsze kilka dni Spirit jest dość agresywny w wyniku czego dość pewien uprzywilejowany pułkownik o nieznanym nazwisku każe go przywiązać do pala i nie karmić go ani poić przez trzy dni. W czasie, gdy Mustang przez owe trzy dni jest przywiązany, spragniony i głodny, w obozie pojawia się ktoś jeszcze - młody Indianin imieniem Wartki Potok. Spirit z początku "ma na niego wylane", ale gdy chłopak chce z nim nawiązać kontakt, ogier się obraża. Nad ranem czwartego dnia Wartki Potok zaczyna wyć jak wilk w niebo. Wtedy jego towarzysze podrzucają mu nóż. Spirit i tak nic nie rozumie, może z wyjątkiem tego, że zostanie tamtego dnia odwiązany od pala. Wkrótce okazuje się, iż koń ma być ujeżdżany. Zostaje ostrzyżony i pięknie wypielęgnowany, ale gdy przychodzi kowal, który oczywiście ma go podkuć, koń buntuje się, w wyniku czego człowiek doznaje nie-aż-tak-poważnego uszkodzenia ciała. W końcu nadchodzi wielka chwila. W tle słychać piosenkę "Złaź ze mnie", a Spirit zrzuca wielu ludzi ze swojego grzbietu. Gdy w końcu pułkownik (ten sam, który kazał go przywiązać) wsiada na niego, Mustang dalej walczy, aż wygrywa, mimo iż przez chwilę był posłuszny człowiekowi. Wtedy Pułkownik podejmuje decyzję - chce zabić Spirita. Ale na szczęście w tym czasie udaje się uwolnić Wartkiemu Potokowi za pomocą otrzymanego noża i Indianin ratuje konia z opresji, przy czym obaj uwalniają wszystkie konie ze stajni i uciekają.
Wtedy towarzysz Mustanga woła Rain - swoją piękną klacz rasy Pinto, która szukała go razem z ludzkimi przyjaciółmi jej pana. Spirit znowu jest niezadowolony. Spędza kilka dni (a może tygodni) w indiańskiej wiosce i w tym czasie zakochuje się w Rain (choć w polskiej wersji na imię jej Rosa). Chce zabrać ją ze sobą, lecz klacz odmawia. Wkrótce cała seria zdarzeń sprawia, że życie zarówno mieszkańców wioski, jak i Mustanga zmienia się diametralnie, a nasz bohater zostaje ponownie porwany, a życie jego ukochanej wisi na włosku. Na szczęście Spirit wygrywa, ale jak, to nie powiem. Sami się dowiedzcie oglądając ten film!

Moja opinia

"Mustang z Dzikiej Doliny" moim zdaniem zalicza się do jednych z najlepszych animacji, a muzyką i historią opisaną w filmie przewyższa wiele produkcji Walta Disneya, które obecnie mają coraz mniejszy sens (no, może z wyjątkiem "Księżniczki i Żaby" oraz "Zaplątanych). Podobało mi się również to, że zwierzęta nie mówią ludzkim głosem, jak to jest u już wspomnianego Disneya. To namawia do większego wysiłku i czytania emocji z twarzy bohaterów. "Mustang" to opowieść o prawdziwej miłości do rodzinnej ziemi, do której Spirit chciał wrócić za wszelką cenę, co też daje temu filmowi spory potencjał. Kiedyś na pewnym blogu o Howrse (klik!) pod postem było zamieszczone zdjęcie Spirita i Rain. W komentarzu napisałam, że ta produkcja mnie wzruszyła. Po jakimś czasie jedna z administratorek bloga odpisała mi i się ze mną w zupełności zgodziła. Na koniec dodała: [...] szkoda, takich filmów już się nie robi. Zgadzam się z nią. Dlatego zachęcam Was do obejrzenia tej zarówno ekscytującej jak i wzruszającej produkcji.

plakat do filmu Mustang z Dzikiej Doliny (2002)

Dziękuję Wam za uwagę i pozdrawiam

horsefan